Awamori – zapomniany duch Okinawy


Większość osób myśląc o japońskim alkoholu, mówi sake sake. To ryżowe wino o czystym smaku i delikatnym aromacie. Jest jeszcze shōchū, a więc destylowany trunek z Kyushu, który Japończycy lubią pić z lodem albo ciepłą wodą. Ale mało kto wie, że na samym południu Japonii, na tropikalnej Okinawie, od setek lat powstaje coś zupełnie innego - awamori, alkohol o długiej historii, mocnym charakterze i zaskakująco egzotycznym rodowodzie.

Z Tajlandii do Okinawy - podróż ziaren ryżu

Co ciekawe, historia awamori zaczyna się nie w Japonii, ale w Tajlandii. To stamtąd w XV wieku sprowadzono na Okinawę specjalny gatunek ryżu indica, zupełnie inny od tego, z którego robi się sake. W tamtym czasie Okinawa była częścią Królestwa Ryūkyū, które prowadziło ożywiony handel z Chinami i Azją Południowo-Wschodnią. Z Tajlandii przybyły nie tylko ziarna, ale i wiedza o samej destylacji. Miejscowi połączyli te techniki z własnymi pomysłami - i tak narodził się awamori, najstarszy destylowany alkohol Japonii. Dla porównania - kiedy na Okinawie już pędzono awamori, w reszcie Japonii wciąż skupiano się głównie na fermentacji sake.

Japonskie trunki na drewnianych polkach

Jak powstaje awamori?

Awamori robi się z ryżu indica, który najpierw zostaje zaszczepiony czarną pleśnią kōji (Aspergillus awamori). To bardzo ważne, bo właśnie ta odmiana kōji odróżnia awamori od sake czy shōchū. Dzięki niej trunek ma głębszy aromat, ziemisty posmak i nuty umami. Proces fermentacji trwa kilka dni, po czym masa trafia do destylacji w miedzianych alembikach. Powstaje mocny destylat (ok. 30–45%), który następnie dojrzewa w glinianych dzbanach - często przez wiele lat. Najcenniejszy awamori dojrzewa co najmniej 3 lata - wtedy nazywa się kusu. To coś w rodzaju japońskiego odpowiednika whisky single malt - jest złożony, aromatyczny, o smaku, który potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych degustatorów.

Smak, który nie jest dla każdego

Awamori nie jest grzecznym alkoholem. W zapachu można znaleźć wanilię, karmel, mokrą ziemię, pieprz, a nawet lekko dymne nuty. W smaku - umami, ryż, zioła, ciepło tropików. Na pierwszy łyk potrafi zaskoczyć (żeby nie powiedzieć: kopnąć). Ale po chwili przychodzi to przyjemne uczucie - jakby ktoś przeniósł nas na bambusowy taras z widokiem na Morze Wschodniochińskie. My pierwszy raz spróbowaliśmy tego trunku na Whisky Live Warsaw 2025. Było to naprawdę ciekawe przeżycie.

Ogromny wybor japonskich alkoholi

Jak pić awamori?

Okinawczycy mają na to swoje sposoby. Piją awamori z wodą i lodem (mizuwari), co jest najczęstszym sposobem i daje lekki oraz orzeźwiający efekt. Inni wolą pić go z ciepłą wodą (oyuwari), szczególnie w chłodniejsze dni, ponieważ wtedy lepiej wydobywa aromaty. Starszy kusu najlepiej smakuje na czysto, pity z małej czarki, co pozwala poczuć pełną głębię trunku. Coraz częściej awamori pojawia się też w koktajlach, zwłaszcza w barach w Tokio czy Osace, gdzie świetnie łączy się z cytrusem (shikuwasa), imbirem lub tonikiem.

Awamori, sake i shōchū – trzy twarze Japonii

Awamori powstaje z ryżu indica sprowadzonego z Tajlandii, sake z ryżu japonica, a shōchū może być robione z jęczmienia, batatów lub ryżu. Proces przygotowania tych trunków również się różni. Awamori i shōchū poddaje się destylacji, podczas gdy sake jest wynikiem fermentacji. Moc alkoholu jest dość zróżnicowana: awamori ma około 30–45%, sake 14–17%, a shōchū 25–37%. Kōji, czyli pleśń używana do fermentacji, w awamori jest czarna, w sake żółta, a w shōchū często biała. Jeśli chodzi o regiony, awamori kojarzy się z Okinawą, sake jest popularne w całej Japonii, a shōchū przede wszystkim w Kyushu. Awamori jest więc bardziej kuzynem shōchū niż sake, ale ma własny charakter – tropikalny, gorący i nieco dziki.

Swiatynia w kioto

Awamori wraca do łask

Przez lata awamori był znany głównie na Okinawie, ale dziś zaczyna powoli podbijać świat. Eksport tego produktu rośnie, a japońscy barmani odkrywają go na nowo. W Tokio powstają nawet bary specjalizujące się wyłącznie w awamori, a zachodni sommelierzy nazywają go niekiedy “whisky z Okinawy”. W Polsce to nadal jednak raczej ciekawostka :)


Zobacz też